Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sindy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sindy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 kwietnia 2017

Sindy


  W ubiegłym tygodniu byłam na pchlim targu. Wróciłam do domu z takim oto łupem.


Jak widzicie przytargałam bardzo ciekawe laluszki.
Mały, tłuściutki bobasek ze szklanymi oczkami, mattelowska szmacianka
o czekoladowej twarzyczce, Barbie Mariposa w szydełeczkowym kompleciku,
Barbie Fashion Fever 2006, Sindy i My Scene.
Każda z leleczek była w różnym stopniu "zużycia" ale w najgorszym stanie
była Sindy.
Całą twarz i ręce miała popaćkane lakierem do paznokci.
Na pierwszy rzut oka wyglądała na zakrwawioną. Widok był straszny.
Krwawiły jej usta i uszy. Makijaż był częściowo rozmazany.
Najbardziej ucierpiało prawe oko i brew. Jej szyję ściskała, wprawdzie "złota"
ale jednak obroża.




  Włosy były artystycznie upięte. Ozdabiały je różowe kwiatki
i kolorowe gumki.
Kiedy próbowałam zdjąć to misterne upięcie, okazało się,
że cała ta konstrukcja jest pozszywana nićmi.


   Musiałam tak rozcinać nici, żeby przy okazji nie obciąć lalce włosów.
Sindy natychmiast wskoczyła do wanny. Po kilkukrotnym myciu i odżywaniu
włosów okazało się , że jakaś młoda, zdolna artystka pomalowała je we wszystkich
kolorach tęczy, najprawdopodobniej mazakami.



W pierwszej chwili pomyślałam o reroocie ale po wysuszeniu włosów i obcięciu
nierówno pofarbowanych na fiolet końcówek, postanowiłam pannę tak zostawić.
Kolorowe włosy stały się bazą do stylizacji nawiązującej do lat 80-tych.

Żeby usunąć lakier do paznokci, musiałam zastosować zmywacz. O ile przy uszach
i na palcach niczym to nie to groziło o tyle na ustach zakończyło się to całkowitym
usunięciem makijażu i zębów:) Musiałam panience zęby domalować. Większość
Sindy miała jasnoróżowe usta. Ja postanowiłam zaszaleć i poszłam w kierunku
czerwieni. Po uzupełnieniu ubytków oczu i brwi oraz usunięciu brudu i przebarwień
z ciała, moja nowa Sindy prezentuje się tak:




 Żeby nie było jej samej smutno, postanowiłam wyciągnąć z "czeluści",
już dawno nie "bawione" lalki mojej córki, które na szczęście wystarczyło
tylko odświeżyć i wystroić w podobnym klimacie jak moją panienkę.
Tę poniżej kupiłam kiedyś w dużym zestawie lalek. Jakoś nie zdobyła serca mojej
córki. I tak jak przyjechała, tak leżała przez kilka lat.



 A oto jak wyglądają wszystkie moje Sindy.