Translate

czwartek, 2 listopada 2017

Balerinki, bluzeczka i choker dla Rhei.


Wczorajszy i dzisiejszy dzień minęły mi pracowicie.
Po prostu nie mogłam patrzeć na te wielkie, gołe stopy Rhei.
Musiałam je jakoś obuć. Z potrzeby chwili, powstały małe
balerinko-kapcioszki, które udziergałam dla mojej panny
na szydełku. Przyozdobiłam je czarnymi różyczkami
i błyszczącymi wstążeczkami. I voila. Moja Panna
nareszcie  nie straszy gołymi stopami.



   No dobrze. Zrobiłam balerinki. Czarne balerinki. A moja panna nie miała
nic do ubrania co pasowałoby do bucików.
Cóż było robić? Trzeba było udziergać czarną bluzeczkę.
Machnęłam szybko na drutach bluzeczkę z dekoltem w stylu Karmen.
Do tego Rheia założyła szarą spódniczkę. Ale ciągle czegoś brakowało.
No tak! Przydałaby się jakaś biżuteria. A co jest teraz najmodniejszą
ozdobą? Wiadomo - choker. Proszę bardzo. Raz, dwa, trzy. I mamy choker.
Rheia jest wniebowzięta. Ja, patrząc na nią, też:)
A Wam. Jak się podoba?











wtorek, 31 października 2017

Halloween

   Właściwie nie obchodzę Halloween. Kupowałam słodycze
i robiłam stroje dzieciom tylko ze względu na nie.
Jako człowiek starej daty, świętem był dla mnie pierwszy
i drugi listopada. Dni zadumy, wspominania już nieobecnych
bliskich a nie zabawa, śmiechy, chodzenie od domu
do domu z prośbą o cukierki. Może dlatego, że nie lubię słodyczy?...
    Dzisiaj postanowiłam zrobić kilka zdjęć Rhei, może nie
w klimacie halloween ale trochę mroczniejszych.
Jako dynie posłużyły mandarynki:) Wszak kształt i kolor
mają podobny, za to proporcje bardziej pasujące do Rhei.
Zapraszam.










Rok bloga !!!

Witajcie Kochani!

  Nawet nie zauważyłam, kiedy minął rok od założenia
mojego lalkowego bloga Allelale. Pamiętałam, że było
to w październiku ale dokładna data jakoś mi umknęła.
Wszystko przez chorobę oraz zawirowania w życiu.
    Trzeba umieć oddzielić sprawy ważne od ważniejszych,
co w moim przypadku poskutkowało tym, że kiedy
uświadomiłam sobie sobie, iż jestem z Wami już rok,
drugi rok trwał w najlepsze.
    Ale jak to mówią: "Co się odwlecze, to nie uciecze."
Nadrabiam zaległości. Dlatego dziś - rocznicowy post.

   Historia mojego lalkowania zaczęła się dużo wcześniej
niż zaczęłam prowadzić bloga. Właściwie wtedy, kiedy
zaczęłam kupować lalki córce. To ona wciągnęła mnie w ten
lalkowy, zaczarowany świat ale też zbytnio się przed tym
wciągnięciem nie opierałam:):):)
   Początkowo kupowałam córce lalki barbie, potem Monster
High, Ewer After High aż doszła do kolekcjonowania
przeróżnych dyniek. Pomagałam jej przy szyciu strojów
oraz fotografowaniu lalek. Kiedy już całkowicie usamodzielniła się
w swoim hobby, pomyślałam: Czemu by nie założyć własnego
bloga?
   I tak 18.10.2017r. zamieściłam dwa pierwsze posty.
Bohaterką jednego z nich została Pullip Brand new Purreza,
którą dostałam od córki i nazwałam ją Fergie.



   Następne lalki, które również dostałam od córki to były dwie piękne
barbie fashionistas o moldzie Mbili: Rita i Miriam.



   Potem mój świat wypełnił się najróżniejszymi lalkami. Przybyły barbie,
potem kolejna pullip Miranda i dal Aurelia.




Świętowanie roku, zbiegło się w czasie z przyjazdem do mnie
kolejnej lalki. Tym razem to panna Minifee Rheia.





    Rheia jest recastem. Trudno. Naprawdę wolałabym mieć oryginalną ale moje
możliwości finansowe wykluczają tak drogi zakup.
   Kupiłam ją z tzw. "drugiej ręki", wraz z wigiem, oczami, rzęsami
i makijażem. Początkowo miałam zamiar zostawić jej tego wiga,
w którym przyjechała ale po przebraniu jej w bardziej dziewczęce
ciuszki, stwierdziłam, że wygląda trochę jak po tyfusie:):):)




   Wybór był taki, że albo ten wig, który ma zostaje ale ciuchy dobieram jej
w stylu Rebel albo ciuchy dziewczęce i nowy wig.
Wygrała druga opcja i teraz moja Rheia, wygląda tak:


  Sukienkę, którą na niej widzicie, udziergałam w ciągu jednego wieczoru.
Tak bardzo chciałam zrobić jej coś ładnego. Myślę, że wyszła nieźle.



   Na razie uczę się nowej lalki. Idzie powoli, bo do tej pory nie miałam
styczności z takimi pannami. Ale myślę, że za jakiś czas i ją"ogarnę".

   Podsumowując: pierwsze moje barbie dostałam od córki. Obie z moldem
Mbili. I przez ten rok upewniłam się, że moim ulubionym "barbiowym"
 moldem jest właśnie Mbili. Bardzo żałowałam, że nie kupiłam sobie
fashionistki z numerem 56,tzw. Lodzi. Ale moja córcia pamiętała!!!
i na rok bloga dostałam od niej jaką barbie? Oczywiście - Lodzię:):)
Kochana córeczka. Wiedziała jak sprawić mamie przyjemność.


   Minął już rok. Chciałam więc podziękować za ten wspólny rok mojej córce,
dzięki której wszystko się zaczęło, mojemu mężowi, który wspiera mnie w moim
hobby, nie śmieje się ze mnie, pozwala kupować lalki a nawet kupił mi nowy aparat,
żebym mogła robić lepsze zdjęcia oraz Wam moi kochani czytelnicy bloga.
  Dziękuję, że jesteście ze mną, zaglądacie do bloga i komentujecie posty.
Szczególnie dziękuję Ince http://szydeleczkowo3.blogspot.com/
oraz Ayi  http://aya-w-swiecie-lalek.blogspot.com/, które kibicują mi od początku
bloga lalkowego ale także innym odwiedzającym. Niestety za dużo miejsca
zajęło by wymienienie wszystkich ale Wy i tak wiecie:):):)
Dziękuję i do zobaczenia w kolejnym poście.

P.s. Inko, Ayu - chciałabym podziękować Wam trochę bardziej,
      przesyłając małe upominki - niespodzianki. Poproszę o Wasze adresy
      w korespondencji prywatnej.

piątek, 20 października 2017

Nowa Mbili

  Muszę się Wam pochwalić.  Właśnie rozpakowałam paczuszkę z nową (dla mnie) barbie.
To lalka z serii The Look o moldzie Mbili. Przez ponad rok mojego lalkowania,
z całą pewnością mogę stwierdzić, że to mój ulubiony mold barbie.
Poznajcie moją nową Mbili. Jeszcze nie ma imienia.
Zdjęcia robione na szybko telefonem i post pisany na telefonie,
więc jakość nienajlepsza, za co przepraszam.



niedziela, 8 października 2017

Hana

Nie wiem jak to się stało ale wiosną zrobiłam
kilka zdjęć mojej pięknej Hanie, przygotowałam
je do posta i... zapomniałam. A szkoda, bo panna
na zdjęciach prezentuje się całkiem fajnie.
Zresztą, sami zobaczcie.










środa, 4 października 2017

Zupełnie inna bajka czyli Madeline Hatter.


     Przedstawiam Wam pannę Madeline Hatter, córkę Szalonego
Kapelusznika, postaci z książki "Alicja w Krainie Czarów".
Panna Hatter, to pierwsza lalka z serii Ever After High, którą
kupiłam sobie sama, jako nowiutką panienkę w pudełku.
    Stałam się jej posiadaczką wiosną tego roku, kiedy te właśnie
lalki hurtowo trafiły do sklepów Pepco w cenie 39,99 zł.
     I chociaż tych panien nie zbieram, to córka oraz cena
skutecznie przekonały mnie do jej nabycia.
Pudełko, w którym kupiłam lalkę wyprodukowane zostało
do sprzedaży w Niemczech dlatego opisy są w języku niemieckim.






Lalka posiada dużo pięknych dodatków, jak : pierścionek, naszyjnik,
kryzy na nadgarstkach, kolczyki, kapelusik w kształcie filiżanki
czy imbryk do herbaty.




Ma także piękne, bogato zdobione ubranie.


Włosy w pudełku prezentowały się całkiem nieźle. Czar prysł po wyjęciu
lalki ze środka. Włosy mimo, że pięknie kręcone, są matowe i mocno
sklejone klejoglutem. Aż proszą się o oczyszczenie z kleju i ponowne
zakręcenie.



   Nawet nie wiem ile czasu lalka mogłaby tak spędzić zamknięta w pudełku,
gdyby nie temat na jednej z grup na Fb, na wykonanie fotografii
pt.: "Zaczarowana niedziela".
    Szczerze mówiąc nie miałam żadnej lalki pasującej do tematu
oprócz Madeline. Tak więc panna trafiła na wolność i to od razu
do zaczarowanego ogrodu.






W krainie czarów, w moim ogrodzie, Madeline spotkała różne postaci,
min. Białego Królika.



    Jak to w Krainie Czarów, wszystko ulega zmianie - Królik urósł
albo Madeline zmniejszyła się. Poza tym, Królik z białego zmienił się
w szarego.....Zająca:):):)